Widzisz wiadomości znalezione dla frazy: Biuro Nieruchomości Anna
Temat: Wojewoda śląski: nie boję się spółki Giesche Spółka Giesche chce odzyskać przedwojenne mienie w Katowicach. Oznacza to, że 30 proc. miasta może trafić w prywatne ręce. Prezydent Piotr Uszok zapowiada, że się na to nie zgodzi. Co na to wojewoda? Anna Malinowska: Bywa Pan czasami w Giszowcu czy Nikiszowcu? Tomasz Pietrzykowski, wojewoda śląski: Bywam. Często zabieram tam, zwłaszcza do Nikiszowca, znajomych spoza Śląska. Oglądamy stare uliczki, budynki. To miejsce z klimatem, kawałek żywej śląskiej historii. Chciałby Pan, by ten kawałek historii przeszedł w prywatne ręce? - Trudno odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Ze względu na tradycje, na całą spuściznę kulturową - na pewno nie. Mówię w tym momencie przede wszystkim jako obywatel, człowiek z tego regionu. Jeśli jednak miałoby to służyć rewitalizacji Nikiszowca, tak aby stał się prawdziwą atrakcją turystyczną, z pomocą inwestorów, prywatnego kapitału, to trudno byłoby się temu kategorycznie sprzeciwiać. Wielu przedsięwzięć, z różnych zresztą powodów, nie są w stanie porządnie i skutecznie przeprowadzić samodzielnie podmioty publiczne. Udział prywatnych, komercyjnych uczestników może wnieść wiele pozytywnych wartości w tego rodzaju projekty. Muszą one być jednak najpierw dokładnie przemyślane, starannie skonstruowane pod względem prawnym, musi być dokładnie określony cel i jasne korzyści zarówno publiczne, jak i tego, kto wykłada kapitał. Oczywiście, ewentualny inwestor prywatny musiałby być absolutnie wiarygodny. Czy spółka Giesche, która została ostatnio reaktywowana do przejęcia przedwojennych nieruchomości, spełnia takie wymogi? - Tu mówimy o całkiem innej sprawie, w której jednak wolałbym wypowiadać się ostrożnie, ponieważ aktualnie trwa postępowanie administracyjne i nie powinienem uprzedzać ewentualnych rozstrzygnięć. Musimy jednak pamiętać, spółki takie jak Giesche zostały przez wojnę i późniejsze wydarzenia w Polsce w istocie zmiecione z powierzchni ziemi. Nikt pewnie nie miał wówczas głowy do tego, aby je formalnie rozwiązywać, wykreślać z rejestrów etc. Twierdzenie, że z uwagi na ich formalne nierozwiązanie istnieją one w sposób ciągły i nieprzerwany, mimo okupacji, nastania PRL-u, ukonstytuowania się zupełnie nowego porządku prawnego itd., wydaje mi się, najdelikatniej mówiąc, prawniczo wysoce ryzykowne. A co więcej: czasy ludzi, którzy za pomocą trudnej do wytłumaczenia życzliwości urzędników, dzięki różnego rodzaju sprytnym kruczkom stawali się z dnia na dzień milionerami, mamy, póki co, za sobą. Kiedy dowiedział się Pan o istnieniu takiej spółki? - Kilka miesięcy temu informacje takie dotarły do mnie nieoficjalnie i oczywiście skłoniło mnie to do odpowiedniej reakcji, o której szczegóły proszę mnie nie pytać. Natomiast obecnie wiem o tym z uwagi na formalne postępowanie administracyjne, które zostało wszczęte z wniosku osób podających się za organy tej spółki. Domagają się oni unieważnienia decyzji nacjonalizujących niektóre spośród należących niegdyś do niej nieruchomości. Brzmi to niemal jak science fiction. 30 proc. Katowic miałoby trafić w prywatne ręce. - Spora część gruntów w Katowicach przed wojną należała do spółki Giesche SA. To jest bezsporny fakt historyczny. Jednak od tego faktu do wniosku, że dziś jakieś osoby, które twierdzą, że stanowią organy funkcjonującej w sposób prawnie nieprzerwany od tamtych czasów do dziś spółki Giesche, droga jest, w mojej ocenie, bardzo, bardzo daleka. Z pewnością żaden prawnik przy zdrowych zmysłach nie da się przekonać, że wszystko to, co działo się od lat 30. ubiegłego wieku do dziś, pozostaje bez znaczenia na byt i tożsamość prawną spółki, która wówczas działała w Katowicach. Podobnie nie są bez znaczenia te fakty prawne, rozporządzenia i inne czynności, które dotyczyły losów tych nieruchomości po wojnie. Zapewne wiele z nich nie należy obecnie do Skarbu Państwa, ale jest obecnie własnością różnych osób i podmiotów, które nabyły je w dobrej wierze. Jestem więc w tej sprawie dość spokojny. To, co teraz wydaje się nieprawdopodobne, w jakiejś przyszłości dla ludzi, którzy w tych nieruchomościach żyją, może się okazać ponurą rzeczywistością. - Nie widzę poważnych powodów do obaw. Zresztą nawet gdybyśmy rozważali scenariusz, jaki zapewne ma pani na myśli, to przecież część mieszkań może być wykupiona przez lokatorów. Najemcy lokali mieszkalnych korzystają ze szczególnej ochrony prawnej w zakresie warunków umów najmu itd. Życie tymczasem pokazuje, jak ustawa jest przestrzegana. Słynna sprawa rodziny B., która kupiła bloki wraz z lokatorami i narzuciła stawki za czynsze z sufitu, najlepiej to pokazuje. - Powtarzam, lokatorzy korzystają z bardzo rygorystycznej ochrony prawnej. Jeśli właściciele naruszają ich prawa, mają wiele instrumentów obrony. A prawo na ogół jest po ich stronie. Ale w sprawie, o której mówimy, to na razie scenariusze wybitnie hipotetyczne. Wyobraża Pan sobie, że wielopokoleniowe rodziny górnicze mogłyby opuścić Nikiszowiec? - To jest odrębna sprawa, bo gdy rozmawiamy o Nikiszowcu, to z jednej strony - chcielibyśmy, żeby stał się on tętniącą życiem atrakcją turystyczną, a z drugiej - nie wywoływać konfliktu z mieszkańcami. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że osoby, które tam mieszkają, być może wcale nie oczekują najazdu turystów na swoje osiedle, kramów z pamiątkami, otwartych do późnej nocy pubów. Jeśli coś takiego miałoby na Nikiszowcu powstać, to nie będzie to zapewne działo się przy aplauzie tamtejszych mieszkańców. Sprawdźcie państwo, jak reagowali parę lat temu mieszkańcy gliwickiego rynku, czy jak nadal reagują mieszkańcy niektórych ulic w Katowicach. Ten konflikt jest realny i trzeba wybierać. Osobiście uważam, że tego rodzaju przedsięwzięcia należy prowadzić, jednakże ułatwiając mieszkańcom przeprowadzkę w inne miejsca, zamieniając dotychczasowe mieszkania w biura, pracownie artystyczne, kluby. Tak jak zrobiono to zresztą w wielu miastach na świecie. Choć akurat w przypadku Nikiszowca mamy do czynienia nie tylko z mieszkańcami określonej dzielnicy, ulic czy budynków. To silna tradycja, więzy rodzinne i sąsiedzkie, pewien mikroświat, który ludzie opuszczają z naprawdę wielkim trudem. Jednak najwyższa pora zacząć o tym rozmawiać. Być może pozytywnym efektem tej dziwnej sprawy ze zmartwychwstaniem spółki Giesche będzie mobilizacja władz Katowic i administratorów tych budynków, aby zajęli się poważnie sprawą Nikiszowca. Źródło: http://miasta.gazeta.pl/k...19,4495197.html Temat: Piotrkowska Ulica Piotrkowska zamieniona w deptak? 24.01.2009 Piotrkowska oficjalnie ma status ulicy z ograniczonym ruchem. W praktyce była to jednak fikcja, bo jeździł nią kto chciał, kiedy chciał i jak chciał. Od 1 lutego ma się to wreszcie zmienić, bo prezydent Łodzi wydał zarządzenie, które ma ostatecznie problem rozwiązać. - Prawo wjazdu, ale tylko na wyznaczony odcinek, będą mieli mieszkańcy, właściciele i najemcy lokali użytkowych, dostawcy towarów do sklepów i przedstawiciele władz - zapowiedziała Teresa Woźniak, p.o. dyrektora Zarząd Dróg i Transportu. - Pozostałym straż miejska i policja będzie wystawiać mandaty, bo jeśli wjadą, złamią prawo. Siedzibę ZDiT od kilku dni szturmują łodzianie, bo do wjazdu na Piotrkowską będzie potrzebny specjalny identyfikator. Aby go dostać, trzeba złożyć wniosek, czyli udokumentować swoje prawo. Wśród ubiegających się o taki przywilej zdania w tej sprawie są podzielone. - Prowadzę firmę budowlaną, wjeżdżaliśmy na Piotrkowską za zgodą straży miejskiej - mówi Anna Pająk. - Telefonowałam do dyżurnego strażnika, informowałam w jakie miejsce jadę i o której godzinie. Nigdy nie było problemu z uzyskaniem zgody. Zdaniem Anny Pająk nowe rozwiązanie jest dyskusyjne. Bo wprowadza zamieszanie, niepotrzebne, jej zdaniem, dodatkowe formalności. A czy się sprawdzi? - Trudno powiedzieć, ale jakoś nie bardzo wierzę, że rzeczywiście ulica zostanie zamknięta dla ruchu - mówi. Zupełnie inny kłopot ma Barbara Popławska. Zgodnie z prezydenckim zarządzeniem zezwolenie na wjazd jej się nie należy. Nie mieszka na Piotrkowskiej, nie prowadzi tam działalności gospodarczej. Ale ma schorowanego ojca, któremu pomaga. - Dojazd dla mnie jest niezbędny, tata nie jest w stanie chodzić, dlatego oczekuję rozwiązania tego problemu - mówi Popławska. - Nie wiem czy deptak to dobre rozwiązanie. Przecież przy Piotrkowskiej mieszka mnóstwo ludzi, jakoś muszą się przemieszczać. Pomysł ograniczania ruchu, a w perspektywie zamknięcia ulicy dla samochodów niepokoi przedsiębiorców. Uważają, że znacznie utrudni im to prowadzenie działalności, odbierze klientów. Bo bez prawa wjazdu mało kto będzie myślał o zakupach na Piotrkowskiej. - Wyobraźmy sobie kobietę umówioną na elegancką kolację. Przecież nie będzie spacerować od parkingu do lokalu, zwłaszcza o tej porze roku - mówi jeden z restauratorów. - Mnie ten pomysł się nie podoba, ale tak naprawdę nikt go z nami nie konsultował. Wątpliwości ma także Elżbieta Gałecka, administrator nieruchomości przy Piotrkowskiej 114. W kamienicy funkcjonuje, z powodzeniem, hostel. W ten sposób właściciele zarabiają na życie i modernizacje w nieruchomości. - Dla gości mamy miejsca parkingowe, ale muszą mieć prawo wjazdu do nas - mówi Gałecka. - A sklepy? Przecież wszystkie zaraz padną, jeśli wprowadzą zakaz wjazdu. W posesji obok, przy Piotrkowskiej 116, ulokowane są biura, restauracja, kancelaria prawna. Właściciele lokali mają na podwórku miejsca do parkowania, więc pomysł zamykania Piotrkowskiej uważają za chybiony. - Zakaz ruchu chyba nie jest do końca przemyślany. Zrozumiałbym, gdyby była alternatywy czyli wjazdy od innej strony - mówi Jerzy Zieliński, prezes zarządu wspólnoty mieszkaniowej przy Piotrkowskiej 116. - Albo parkingi i to w pobliżu Piotrkowskiej. Mieszkańcy Piotrkowskiej także raczej są na "nie". Twierdzą, że nie mają alternatywy, bo do wielu budynków wjazd jest tylko od Piotrkowskiej. Zdarzają się też głosy, że deptak oznacza bezsenne noce i hordy podchmielonych, rozrabiających nastolatków. - Gdzie mam trzymać samochód? Kilometr od domu? A jak zdarzy się podbramkowa sytuacja i trzeba będzie ruszyć natychmiast? - mówi Marcin Woźniak. - Ta ulica już jest w opłakanym stanie, nikt tutaj nie przychodzi, ludzie wolą Manufakturę. W ten sposób Piotrkowskiej na pewno nikt nie pomoże. Zwolennicy zamiany Piotrkowskiej w deptak uważają z kolei, że to jedyny sposób, by wróciło na nią życie. - Szczególnie latem jest to konieczne, kiedy stoją ogródki - mówi Martyna Kasprzyk. - Naprawdę to żadna przyjemność pić kawę w oparach samochodowych spalin. Pomijam już hałas i elementarne bezpieczeństwo spacerowiczów. Wśród zwolenników deptaku pojawiają się także głosy, by ulicę radykalnie odmienić. Po wycofaniu z niej samochodów należy posadzić kwiaty, krzewy, postawić ławeczki, a równolegle zadbać, by nie była pusta. Co to znaczy? - Tutaj impreza powinna gonić imprezę - mówi Alicja Jankowska. - Myślę o rozrywkach dla ludzi, nie wiem: festyny, koncerty, konkursy. Cokolwiek, co przyciągnie tutaj ludzi. Według Jankowskiej upieranie się przy handlu na ulicy mija się z celem. Bo nikt nie jest w stanie zmusić łodzian do zakupów w określonym miejscu. Poza tym w galeriach handlowych jest taniej i wszystko można kupić w jednym miejscu. - Tanie sklepy tutaj nie pasują, a na ekskluzywne niewiele osób stać - mówi Alicja Jankowska. - Dlatego Piotrkowska winna być miejscem zabawy, czyli puby, restauracje, kawiarnie, kafejki, galerie. Dyskusja nad wizerunkiem Piotrkowskiej trwa od lat, pojawiają się kolejne pomysły, ale żadne decyzje jakoś nie zapadły. Prezydent Łodzi ma właściwie tylko jedno życzenie: by na Piotrkowskiej ograniczyć wynajem lokali użytkowych dla banków, salonów telefonii komórkowej i sklepów z używaną odzieżą. W tym kierunku miały iść ustalenia Sztabu Piotrkowska, powołanego przez prezydenta Kropiwnickiego właśnie dla ustalenia i przeprowadzenia radykalnych zmian na ulicy. I co? Na razie niewiele. Co prawda w Kontrakcie dla Piotrkowskiej, czyli dokumencie z obrad sztabu zapisano, że jednym z warunków ratowania ulicy jest jej zamknięcie dla ruchu. Ma to nastąpić dopiero w 2015 roku, a ograniczanie wjazdów ma łodzian do tego przygotować. - Zgoda na deptak, ale wokół ulicy, w najblisżym otoczeniu muszą powstać parkingi - przekonywał Krzysztof Apostolidis, przedsiębiorca. - Bez nich nikt tutaj nie będzie chciał przyjechać. I co się okazało? Parkingi, owszem, powstaną, tyle, że nie wiadomo kiedy. Na razie rada miejska zafundowała łodzianom darmowe soboty na ulicznych miejscach parkingowych w centrum. Jednym z argumentów za takim rowiązaniem było właśnie ratowanie Piotrkowskiej przed upadkiem. - W centrach handlowych parkingi są gratis, jeśli będą przy Piotrkowskiej, to łodzianie tutaj przyjadą na obiad czy zakupy - przekonywał radny PO Sebastian Tylmian. Piotrkowska powinna być deptakiem, miejscem wypoczynku, relaksu, ściągającym łodzian licznymi atrakcjami. Ale aby to przeprowadzić potrzebna jest odważna decyzja władz miasta. I nie wystarczy Piotrkowskiej zamknąć. Równolegle trzeba mieć plan na atrakcje, które zachęcą łodzian do bywania na Piotrkowskiej. Monika Pawlak - POLSKA Dziennik Łódzki Temat: Wspieranie Uzdolnionych ![]() O sukcesie Jedynki zadecydowała Komisja Audytowa w składzie: Halina Nawrotek- Przewodnicząca Komisji, Kierownik Dolnośląskiego Centrum Wspierania Uzdolnień we Wrocławiu , Ewa Wierbiłowicz - Konsultant Dolnośląskiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Informacji Pedagogicznej w Jeleniej Górze oraz Mariola Kazula i Marek Sieczka - Wizytatorzy Kuratorium Oświaty we Wrocławiu. Po spotkaniu Komisji Audytowej z Dyrekcją / Wioletta Kościukiewicz, Jolanta Janiszewska- Ściubidło i Marcin Piwarski/ oraz Zespołem Wspierania Uzdolnień / Lider Zespołu Bożena Blansjaar/, Pedagog Elżbieta Kowalska, Wizytatorzy oceniali lekcje prowadzone przez nauczycieli: biologii /B. Szostek - Bicka/, geografii / L.Cader/, historii /U. Zubrzycka/, języka polskiego /B. Blansjaar/. Następnie kontrolowali dokumenty szkoły, uczestniczyli w „Festiwalu Talentów", rozmawiali z Uczniami, Rodzicami i Radą Pedagogiczną. Na zakończenie dnia, po podliczeniu punktów, Przewodnicząca Komisji Audytowej - P. Halina Nawrotek, w obecności społeczności uczniowskiej ogłosiła werdykt. Uzyskaliśmy 95/100 punktów. „Festiwal Talentów" to podsumowanie całorocznej pracy nauczycieli, polegającej na rozwijaniu zainteresowań uczniów w ramach realizacji Szkolnego Programu Wspierania Zainteresowań i Uzdolnień. Młodzież Umotywowana do samodoskonalenia, wzięła udział w wielu konkursach: Metamorfoza, Humanista, Matematyk, Chemik, Fizyk, Przyrodnik, Geograf, Europejczyk, Dziennikarz, Olimpijczyk, Sportowiec, Anglista, Germanista, Organizator, Artysta- Plastyk, Muzyk- Wokalista, Fotograf, Informatyk, Tancerz, Omnibus 2008 / zwycięzca w co najmniej trzech konkursach / Najwięcej nagród i ostatecznie stypendia otrzymali: Szkolny Omnibus Daniel Danielski za zwycięstwo w konkursach: Matematyk Roku, Fizyk, Anglista, Geograf. Stypendium dla Omnibusa ufundował Starosta Piotr Woroniak, a dla Matematyka Burmistrz Miasta Zgorzelec Rafał Gronicz. Humanista Roku - Anna Lipiak została nagrodzona stypendium Burmistrza Miasta Zgorzelec za sukcesy w wielu konkursach humanistycznych, a także uzyskanie tytułu Chemika i Biologa. Piotr Sosna - Organizator Roku otrzymał także stypendium od burmistrza. Prezes Powiatowego Stowarzyszenia Wspierania Uzdolnionej Młodzieży Andrzej Tyc, ufundował stypendium dla najbardziej utytułowanego sportowca, którym jest Daniel Ryż. Dla najlepszej wokalistki Honoraty Skarbek stypendium przyznał Zespół Muzyczny „Kramer". Za zwycięstwo w konkursie Europejczyk 2008 Marcin Hrehorów został zaproszony do Brukseli. Wycieczkę sponsoruje Lidia Geringer de Oedenberg - Poseł do Parlamentu Europejskiego, a tę nagrodę przekazała za pośrednictwem Jolanty Kurkiewicz z Biura Poselskiego. Sponsorami nagród dla pozostałych uczestników byli: Henryk Krupiński- Nieruchomości, dr Albrecht Goetze, Ośrodek Kształcenia Kursowego "2 x tak" i Rada Rodziców przy Gimnazjum nr 1 w Zgorzelcu. Nagrody wręczono podczas „Festiwalu Talentów". Komisja Audytowa miała okazję poznać laureatów konkursów przedmiotowych i tych, realizowanych w ramach kół zainteresowań. Gala, prowadzona w wielkim stylu przez Dariusza Kołodziejczyka, była urozmaicona występami szkolnych artystów: Aleksandra Smardzewskiego, Justyny Szymkowiak, Honoraty Skarbek, a nawet ubiegłorocznego laureata Festiwalu / absolwenta/ - Janka Kubackiego. Podczas imprezy można było oglądać film dokumentalny o kołach zainteresowań działających w szkole, nakręcony przez uczniów klasy II b, pod kierunkiem nauczycieli informatyki: Bożeny Chojnackiej i Grzegorza Torończaka. Nad nagłośnieniem czuwała Ilona Jurkiewicz wraz z młodzieżą, a dekorację przygotowały: Alicja Samek i Małgorzata Kamysz. Uczniowie: Łukasz Kowalski, Michał Kamiński, Aleksandra Szafirska przygotowali i wydrukowali dodatek specjalny gazety „Gimnazjalista w Europie", informujący o wszystkich finalistach, a Magda Kłosowska - folder o Festiwalu, zaproszenia, dyplomy dla laureatów. Zdjęcia wykonał Andrzej Kozak, uroczystość utrwaliła na taśmie filmowej Telewizja „Tomków". Dokumentacją konkursów zajmowała się Elżbieta Turziak, a wszyscy pracownicy administracji i obsługi spisali się tego dnia na medal! Nauczycielom i Wychowawcom wdrażającym Program Wspierania Zainteresowań i Uzdolnień Uczniów, Zespół składa najserdeczniejsze podziękowania i gratulacje. Mamy świadomość, że wejście do Sieci Szkół Wspierających Uzdolnienia to początek drogi. Rozbudziliśmy motywację młodzieży do samodoskonalenia i odkryliśmy w szkole niezwykły potencjał. Przed nami, obok kontynuacji podjętych działań, kolejne wyzwanie: stworzenie indywidualnego programu nauczania dla ucznia wybitnego. Wszystkim uczniom gratulujemy i przypominamy, że już teraz należy planować swój sukces podczas „Festiwalu Talentów 2009". Rada Pedagogiczna składa gorące podziękowania wszystkim sponsorom za nagrodzenie wysiłku młodych ludzi. Liczymy na Państwa zaangażowanie w następnym roku szkolnym. Na podstawie: http://www.gazetaregionalna.pl Temat: Wiadomości - materiały Gabree Były błędy przy komunalizacji!!!! Komunalizacja obiektu, w którym znajdował się szpital im. Korczaka w Łodzi, była niezgodna z prawem - to wnioski, do jakich doszła eurodeputowana Urszula Krupa po przeanalizowaniu wszystkich dokumentów i konsultacji z prawnikami. W 2005 r., w ostatnich dniach swojego urzędowania, należący do Skarbu Państwa teren wraz z zabytkowymi budynkami przekazał wojewoda Stefan Krajewski urzędowi marszałkowskiemu, którym zarządzali jego koledzy z SLD. W tej sprawie Urszula Krupa skierowała wczoraj pismo do wojewody łódzkiego - z prośbą o stwierdzenie nieważności decyzji poprzednika. Tymczasem przeniesiony trzy tygodnie temu do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Kopernika oddział chirurgii dziecięcej świeci pustkami. - W związku z niepokojącymi informacjami, w ostatnim czasie przekazywanymi m.in. przez "Nasz Dziennik" oraz pracowników szpitala im. Korczaka, dotyczącymi prowadzonego przez łódzką prokuraturę śledztwa w sprawie nieprawidłowości w szpitalu im. Kopernika, w skład którego wchodzi szpital im. Korczaka, można przypuszczać, że oświadczenie największego w województwie ośrodka onkologicznego, jakim jest Kopernik, iż jednostka nie posiada obciążeń na nieruchomości z tytułu hipoteki i zastawów powstałych po dniu 31 grudnia 1998 r., może mijać się z prawdą - powiedziała nam dr Urszula Krupa. Wczoraj zwróciła się do wojewody o wyjaśnienie całej sprawy i anulowanie decyzji jego SLD-owskiego poprzednika. Zdaniem eurodeputowanej, może wydawać się dziwne, że prywatni właściciele działek sąsiadujących z 3-hektarową działką szpitala im. Korczaka nie wysunęli roszczeń do gruntów położnych w granicach placówki, gdyż te zostały zaspokojone finansowo przez osoby prywatne niezwiązane zupełnie z Urzędem Marszałkowskim w Łodzi oraz dyrekcją szpitala. Z kim są zatem powiązane? Sprawę, zdaniem Urszuli Krupy, powinna wyjaśnić także prokuratura. Jest zatem wiele okoliczności, które sprawiają, że nieważność komunalizacji może stwierdzić obecny wojewoda z PiS Helena Pietraszkiewicz. - Po pierwsze, komunalizacja obiektu nastąpiła w trakcie likwidacji placówki - tłumaczy nam mecenas Maria Stangierska, która doszła do podobnego wniosku jak eurodeputowana Urszula Krupa . - Tu pojawia się pytanie - po co? I dlaczego w takim razie 3 hektarową działkę z zabytkowymi pawilonami wojewoda Krajewski przekazał za darmo? - pyta. W sytuacji, gdy organ założycielski, jakim dla Korczaka jest urząd marszałkowski, rezygnuje z prowadzenia w dotychczasowych budynkach działalności - teren wraz z budynkami powinien wrócić do Skarbu Państwa, a następnie do miasta Łodzi, dla którego - z przeznaczeniem dla biednych dzieci - został sto lat temu wybudowany i wyposażony szpital pediatryczny. Do chwili przejęcia na własność przez Skarb Państwa szpital był własnością Łódzkiego Chrześcijańskiego Towarzystwa Dobroczynności (niedawno reaktywowanego), po przekazaniu go w roku 1910 w formie darowizny aktem notarialnym przez fundatorów i budowniczych - czołowych fabrykantów Łodzi, głównie małżonków Herbstów. Dar obwarowany został zawartym w akcie notarialnym zastrzeżeniem, że szpital ma służyć biednym dzieciom Łodzi "po wsze czasy". Stąd, według Krupy, sprawa wymaga rzetelnej analizy historycznej i odpowiedzi na pytanie: czy podjęta decyzja nie narusza praw spadkobierców? Obecnie mienie należy do urzędu marszałkowskiego i przygotowywana jest koncepcja nowego zagospodarowania terenu. Jak usłyszeliśmy niedawno w biurze prasowym urzędu - być może powstaną tam biura. - Po drugie, wraz z przewłaszczeniem obiektu przez urząd marszałkowski zmienione zostały zapisy w księgach notarialnych - tłumaczy Urszula Krupa. Chodzi o oznaczenie numeru działki. - Jego zmiana nastąpiła w sposób budzący wątpliwości - ujawnia eurodeputowana. Urszula Krupa ma nadzieję, że Helena Pietraszkiewicz, wojewoda z PiS, uchyli decyzję poprzednika. Radni nie znali prawdy Przy okazji pojawia się też trzeci problem. - W trakcie podejmowania decyzji o restrukturyzacji szpitala pediatrycznego im. Korczaka, a więc w latach 2002-2003, radnym mówiono, że teren należy do urzędu - mówi radny poprzedniej kadencji, Grzegorz Lorek. - Gdybyśmy znali prawdę, decyzję można by zablokować - uważa. Według niego bowiem, zarząd województwa nie mógł decydować o czymś, co nie do końca stanowiło jego własność. W październiku 2005 r., przed samymi wyborami, ówczesny wojewoda łódzki Stefan Krajewski (SLD) przekazał cały teren urzędowi marszałkowskiemu - gdzie rządzili i do dziś pozostają w zarządzie jego koledzy. Po wyprowadzeniu stamtąd szpitala działkę można by atrakcyjnie sprzedać. Na teren szpitala przyjeżdżają już urzędnicy, którzy zastanawiają się nad wykorzystaniem pustych pawilonów - co najdziwniejsze, wśród nich był wicemarszałek województwa z LiD Krzysztof Makowski (bliski współpracownik Leszka Millera), były SLD-owski wojewoda łódzki, którego nadzór nad prywatyzacją kilku spółek w województwie (m.in. Cefarmu) bardzo źle oceniła Najwyższa Izba Kontroli (w tej sprawie śledztwo prowadzi prokuratura) i to jego głównie obarczyła spowodowaniem wielomilionowych strat dla Skarbu Państwa (Makowski do spółek "powsadzał" swoich kolegów). Czyżby teraz ten sam Makowski miał decydować o atrakcyjnej działce w centrum miasta? Pracy jest niewiele Oddział chirurgii dziecięcej - przeniesiony ze zredukowaną liczbą łóżek trzy tygodnie temu do WSS im. Kopernika - świeci pustkami. - W środę rozpoczęliśmy przyjmowanie pacjentów - informuje nas Joanna Kozłowska, chirurg. - Jednak na pierwszym dyżurze koleżanka nie przyjęła żadnego pacjenta - relacjonuje. Według lekarki, sprawdza się to, czego pracownicy się obawiali. - Do tej pory pacjentami szpitala im. Korczaka były dzieci z pobliskiej, bardzo biednej okolicy. W tej chwili rodziców nie stać na wyprawy na drugi koniec miasta - podkreśla. Lekarze z chirurgii udzielali często doraźnej pomocy. - Takich pacjentów było każdego dnia kilkudziesięciu - mówi. - Teraz dla tych ludzi to się skończyło - stwierdza. I opowiada, jak przez prawie trzy tygodnie lekarze na oddziale nie robili nic, bo nie funkcjonował. Teraz też pracy jest niewiele. Anna Skopinska Strona 3 z 3 • Wyszukiwarka znalazła 58 rezultatów • 1, 2, 3 |